Po środku tego ca
łego zamiesza- nia tkwi ła władcza, charyzmatyczna posta ć Zozridora Slayke'a. Sier ż ant L'Loxx podszed ł do kapitana, stan ął na baczno ść i zasalutowa ł. - Raport zwiadowców, sir - oznajmi ł. - Ciesz ę si ę , ż e wróci łeś, Ominie. - Slayke skin ął głową , by zach ę ci ć go do konty- nie. - To ja rozkaza łem zbli ż yć si ę tak bardzo, ż eby statki wroga na orbicie nie mia ły odwagi strzela ć z obawy przed zniszczeniem w łasnych robotów. Nale ż y oczywi ście przyj ąć , że który ś ze statków nieprzyjaciela mo ż e oderwa ć si ę od mojej floty, ż eby sprawdzi ć, co si ę tu dzieje. Na razie wróg szybko si ę po łapał i tak samo utrzymuje swo- je wojska mo ż liwie jak najbli ż ej, ż eby moje statki nie mog ły ostrzeliwa ć jego oddzia- łów naziemnych. - Ten posterunek - ci ą gn ął Slayke, wskazuj ą c na ufortyfikowany przyczó łek - jest najbardziej wysuni ę tą cz ęś ci ą naszych pozycji.